Blue Monday

Z pojęciem Blue Monday Matka spotkała się jakiś czas temu. Wcześniej nigdy o czym takim nie słyszała. Pierwszy raz zetknęła się z nim w książce Doroty Szelągowskiej i Katarzyny Grocholi „Makatka”. I potem została zalana falą blu mondejów. Wszędzie. Gdzie się nie ruszyła, tam blu mondej. I jak się Matka dowiedziała, że coś takiego istnieje, to i ona zaczęła odczuwać skutki tego zjawiska. Z tym, że u niej ten najbardziej depresyjny dzień zaczął się w poniedziałek i trwał cały tydzień.

Matka pokłóciła się z Mężem-Ojcem. WRÓĆ! Źle! Nie pokłóciła się. Oni się nie sprzeczają. Po prostu nastała cisza. Przestali się odzywać. To znaczy ona przestała. I robiła obrażoną minę. A było tak cudownie.

Mąż-Ojciec wyjechał w delegację. Na 5 dni. Pierwszy raz od 3 lat, tyle czasu nie widział się z Pierworodną. Pierwszy raz od 6 lat nie widział się z Matką. Nowość dla wszystkich. Odpoczęli od siebie, zatęsknili. Jak za czasów narzeczeńskich. I wyobrażała Matka sobie, co to się będzie działo jak Mąż-Ojciec wróci. Jak padną sobie w objęcia.

No i padli, a właściwie – padł. I nie w objęcia, a na łóżko. Bo wracał o 2 nad ranem po 12 godzinach pracy. Dwie godziny jazdy samochodem. A potem zadzwoniła Ona, że potrzebny jej facet. Ona – samotna matka, potrzebowała fachowej porady na temat samochodu. Chciała kupić auto, a sama się nie zna. Przełknęła Matka myśl, że wypożyczy swojego Męża na jakiś czas. Niech pomoże bidulce. Pojedzie i raz dwa wróci. Będą mogli się sobą nacieszyć. Choć już pojawiła się nutka zazdrości, że On z Nią. A potem rozbrzmiała – już nie nutka, a cała etiuda zazdrości, kiedy Matka usłyszała, że ten samochód to mają oglądać za jakieś 60 km. I już uruchomił się przelicznik w jej głowie. 60 km to co najmniej godzina. On z Nią w aucie. W jedną i w drugą stronę + czas lustrowania pojazdu. Stanowczo za długo. Jeszcze się okaże, że godzina razem wystarczy, by coś się zaczęło i coś skończyło. Matka podejrzliwa jest i przezorna. Woli dmuchać na zimne niż się sparzyć. Do zazdrości głośno się nie przyznaje, ale nie ukrywała przed Mężem-Ojcem faktu, że pomysł wyjazdu jej się nie podoba.

Wyjazd nie wypalił, bo sprzedawca odwołał spotkanie. Ku nieukrywanej radości Matki. Ale mimo wszystko jakaś zadra wbiła się już w jej serce.
Pytana przez Męża-Ojca czy jest zła, odpowiadała krótko,zwięźle i wyraźnie: „NIE!”. Jak to zresztą ma w zwyczaju. Zawsze tak mówi i zawsze kłamie. Żeby trochę odreagować, wsiadła w auto i pojechała przed siebie. Potrzebowała trochę odetchnąć. Pech chciał, że wszystkie drogi prowadzą do centrum handlowego. I akurat same promocje! Najpierw obkupila Syna. Przy kasie zapłaciła mniej niż się spodziewała, bo Panie nie zdążyły zmienić cen. Okazja! Potem znalazła Matka spodnie dla siebie. Idealne, takie o jakich marzyła. A jeszcze jak się okazało,że zawsze nosiła gacie o dwa rozmiary za duże, to już w ogóle osiągnęła błogostan. Musiała dwa razy przytyć po ok 15 kg, potem zrzucić odłożone tu i ówdzie skutki uboczne ciąży, by w efekcie uzyskać rozmiar jakiego nigdy w życiu nie nosila. I jeśli trend zostałby zachowany, to po czwartym dziecku Matka prawdopodobnie osiągnęłaby figurę Anji Rubik. A,że więcej potomstwa nie planuje, musi zadowolić się stanem obecnym.
I tak sobie Matka poprawiała humor, że nim się obejrzała, jak próba zapłacenia kartą za nowe zdobycze tym razem dla Męża-Ojca została odrzucona. Reakcja banku natychmiastowa. Sms: „Potrzebujesz więcej gotówki?”*. No żesz! W życiu! Matka zawsze ma coś na czarną godzinę.
Wydała wszystkie zaskórniaki. To był znak, że czas wracać do domu. Nieplanowanymi zakupami przegoniła Blue Monday raz na zawsze… A przynajmniej na jakiś czas. ;)
* W ten sposób Matka wyczyściła konto prawie do zera. Cztery dni przed wypłatą! Środki dostępne oferowały całe 4 zł. Na każdy dzień po złotówce. Cóż…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>